piątek, 20 czerwca 2014

Wysokie Obcasy Extra: komercja w służbie kultury?

źródło: http://media2.pl/media/109282-Wysokie-Obcasy-Extra-miesiecznikiem.-Korwin-Piotrowska-na-okladce.html

Wysokie Obcasy Extra to miesięcznik, będący rozwinięciem kulturalnego dodatku do Gazety Wyborczej, zatytułowanego: Wysokie Obcasy. Na jakże opiniotwórczym forum Wizaż głos ludu stwierdza:
,,Jestem fanką dodatku do sobotniej gazety wyborczej pt: "Wysokie Obcasy", dlatego też ucieszył mnie fakt, że WO będą wydawane również w formie miesięcznika (wysokie obcasy ekstra). Już pierwszego dnia pobiegłam je kupić i zawiodłam się. Obcasy Ekstra nie mają nic wspólnego z Wysokimi Obcasami z sobotniej gazety wyborczej, bliżej im raczej do Joya; nie ma w nich ambitnych, ciekawych artykułów, a kilogramy komercji; wywiadów z gwiazdami i innych bzdur." (źródło: http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=426120)
Cóż, moim zdaniem trochę w tym prawdy, a trochę mocnej przesady.  To fakt, że zanim dotrzemy do spisu treści, niemal w każdym numerze musimy najpierw przedrzeć się przez dobrych parę stron reklam. Później również ich nie unikniemy. Jednak w moim odczuciu nie są one nachalne, poza tym, co począć: ,,taki mamy klimat". Aby sprzedać wartościowe treści, trzeba skądś mieć na to środki - same się nie obronią. Tak jest z czasopismami, wydawnictwami i całą resztą. Uważam więc, że Wysokim Obcasom Extra jak najbardziej chwali się zaradność w pozyskiwaniu sponsorów bez uszczerbku na wizerunku pisma. Reklamy są tu estetyczne, a ich dobór przemyślany. Dzięki temu otrzymujemy 164 (słownie: sto sześćdziesiąt cztery) strony, z których większość zapełniona jest wartościową treścią. ,,Wywiady z gwiazdami i inne bzdury" w wydaniu WOE również mi odpowiadają. Na ogół nie są to byle jakie gwiazdy, wywiady są długie i wyczerpujące, z rodzaju tych, które chcą wnieść do świadomości czytelnika ,,coś więcej". W piśmie znajdziemy felietony filozoficzne (chociaż pana Mikołejko strawić nie mogę), porady z zakresu savoir-vivre'u, zapowiedzi kulturalne, wywiady (te, które utkwiły mi w pamięci, to na przykład wywiad z byłą sędzią Sądu Najwyższego Teresą Romer czy z Moniką Jaruzelską z ostatniego numeru - jeszcze przed śmiercią generała, a jakże na czasie). Opowieści o ciekawych ludziach, wspomnienia ze starych dobrych czasów, reportaże z podróży, artykuły poświęcone historii mody i sztuce. Jest też owa ,,joyowa" strona Wysokich Obcasów Ekstra - kilka stron prawie na końcu dotyczących ubrań i kosmetyków.


Tym, co jest niewątpliwym plusem WOE, jest ich oprawa graficzna i ładnie skomponowane okładki - coś, co według mnie musi mieć dobre czasopismo okołokulturalne. Pismo niestety należy do tych, które mogą zdrowo nadszarpnąć nasz budżet (a mój budżet nadszarpywany jest co miesiąc przez kilka takowych...). Ostatnio zadziwia nawet regularnością ukazywania się, z czym wcześniej bywało średnio.
Ogólnie: jeśli docenimy rodzaj i wygląd reklam, oprawę graficzną oraz większość ,,wnętrza" Wysokich Obcasów Ekstra, nie powinniśmy, według mnie, narzekać na jego komercyjność. Jest to kulturalne czasopismo, które chce być bliżej ludzi. Mało hipsterskie, ale na pewno bardziej wartościowe, niż większość gazet dostępnych na rynku.  Osobiście do Joya bym nie porównywała.

Lamus zaprasza na Facebooka: https://www.facebook.com/lamuskulturalny?fref=ts 
Możecie również dodawać blog do obserwowanych (taki mały czarny pasek z prawej strony, który rozwinie się, gdy najedziecie na niego myszką, na pewno Wam to umożliwi ;] ).

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Carnaval Sztukmistrzów

Boy - Żeleński (jedna z moich miłości i fascynacji od dawien dawna) oderwał mnie skutecznie od rzeczywistości. Ta zaś była ciekawa: Festiwal Kolorów w Lublinie, Noc Kultury - oba wydarzenia spędziłam z Boyem lub śpiąc po wyczerpującym z nim obcowaniu. Dlatego też straty nie odczuwam bardzo boleśnie, o wiele gorzej zniosę to, że najprawdopodobniej ominie mnie też Carnaval Sztukmistrzów. Zareklamuję go więc przynajmniej Wam: tekstem, który skleciłam do pewnego miesięcznika (wydanie czerwcowe - jeszcze się nie ukazało, więc macie przedsmak). Pozwolę go sobie tu przytoczyć (stopień zmian bardzo niewielki).

 
Pandoras Circus, fot. J. Scherer
 


Lubelski karnawał w środku lata

Lublin. ,,Prowincja”, na której rozgrywa się wiele wydarzeń na skalę ogólnokrajową, a nawet ogólnoeuropejską. I (chociaż) nie chodzi mi o Eurowizję, my (również) nie mamy się czego wstydzić.

W lecie, a w tym roku będą to dni 24-27. lipca, lubelskie ulice ożywają. Sztukmistrze – nie tylko z Lublina – wychodzą do ludu, by dzielić się swoimi umiejętnościami, uśmiechem i radością – trwa Carnaval Sztukmistrzów. To przeurocze wydarzenie przypomina nam, że karnawalizacja (jeśli nie życia, to chociaż czterech dni w roku) jest czymś potrzebnym i warto od czasu do czasu obudzić w sobie prawdziwego homo ludens. Wydarzenie faktycznie wywraca do góry nogami życie miasta, dookoła nas clowni i żonglerzy, nad nami highlinerzy, w nas – euforia i chęć zabawy. To ona bowiem jest istotą karnawału.

Do Lublina zjeżdżają artyści z całej Europy. Liczy się ich w tysiącach. Carnaval Sztukmistrzów to kontynuacja Festiwalu Sztukmistrzów, który po raz pierwszy odbył się w naszym mieście w 2008 roku. Swoje umiejętności mogą pokazać zarówno amatorzy, jak i starzy cyrkowi ,,wyjadacze''. Nie zabraknie również warsztatów dla przyszłych adeptów sztuki kuglarskiej. Jako Carnaval wydarzenie odbędzie się po raz piąty. 

Marmuyo i Metrayeta, fot. J. Scherer

Wszystko wyrasta z konwencji Nowego Cyrku. Cirque Nouveau charakteryzuje podejście do sztuki cyrkowej jako opowieści. W tradycyjnym cyrku widz obserwuje tylko oderwane od siebie popisy różnych artystów, Nowy Cyrk to coś więcej. W pierwotnym założeniu przedstawia spójną narrację, za pomocą różnych odmian i dyscyplin sztuki cyrkowej opowiada jakąś historię. Chce wzbudzić w nas nie tylko radość i podziw, ale również pewną refleksję. To sztuka przez duże S(z). Charakterystyczne jest też wyjście z namiotów na ulicę – by być bliżej ludzi i uczynić ich częścią widowiska. Nowy Cyrk odchodzi również od tresury i wykorzystania zwierząt w swoich praktykach.

Kogo będzie można zobaczyć? Żonglerów, aktorów, tancerzy, akrobatów, szczudlarzy, buskerów (osoby występujące publicznie, które zbierają pieniądze ,,do kapelusza''), mimów, clownów, entuzjastów fire show czy hula hoopingu (ci ostatni są mi najbardziej bliscy). Będzie wesoło i kolorowo – jak zawsze. Warto wspomnieć też o tym, że w 2012 roku w Lublinie, równolegle z Carnavalem Sztukmistrzów, trwała Europejska Konwencja Żonglerska – największa na świecie konwencja żonglerska, która od 1978. roku odbywa się rokrocznie, za każdym razem w innym kraju europejskim.

Urban Highline, fot. J. Scherer


Ci, którzy cyrkiem zainteresowani są również na co dzień, powinni wiedzieć, że w Lublinie działa Fundacja Sztukmistrze, a w niej Lubelska Grupa Kuglarzy. W dniach 8-11. maja odbyła się nasza coroczna lokalna konwencja żonglerska – ŻeLKa. Fundacja oferuje również wiele warsztatów w ramach Akademii Sztukmistrzów. 

Just Edi Show, fot. J. Scherer


Mam nadzieję, że sztukmistrze pod koniec lipca zachwycą Cię swoimi umiejętnościami oraz zarażą energią i radością. Karnawał w Rio, w Wenecji czy nowoorleańskie Mardi Gras są przereklamowane. Jedynym słusznym jest Carnaval w Lublinie. 


Idźcie więc tłumnie i róbcie zdjęcia ku potomności. Ramen!

 zdjęcia z ubiegłorocznego Carnavalu dzięki uprzejmości Warsztatów Kultury