piątek, 16 maja 2014

Lubelskie podziemia - w 30 minut dookoła niczego

Dzisiaj odbyłam krótką, acz ciekawą wycieczkę, która dostarczyła mi materiału na dwa posty. W pierwszym opiszę moje zwiedzanie podziemi lubelskiego Starego Miasta. Niestety, nie mogłam nagrać teatrzyku, ale postaram się jak najwierniej go zrecenzować - niezwykle emocjonująca inscenizacja pożaru miasta i jego uratowania przez relikwie Krzyża Świętego! Te petardy, te wybuchy! Ten głos lektora, mówiący z pełną emfazą: ,,KKKRRRAAAMYYY, SZYYYNKARZE'' - emocje nie do opisania.

Czym są lubelskie podziemia? 280-metrowym korytarzem, łączącym piwnice kamienic Starego Miasta od Rynku do Placu po Farze. Po co je zwiedzać? Żeby zobaczyć trochę makiet, panoramę miasta (tak, panoramy sprzed wieków ogląda się z piwnic), piwnice, piwnice, schody, piwnice... no i teatrzyk. Szczerze polecam, dla teatrzyku naprawdę warto.


Najpierw zaznajamiamy się z trzema makietami: z wieku VIII-X, z 2 poł. XIVw. oraz z wieku XVI:


Same piwnice są dość przyjemne, pełne malowniczych detali. Niestety, nie ponapawamy się ich widokiem, gdyż musimy pędzić sprintem, niczym koło trumny ś.p. Lecha Kaczyńskiego w Pałacu Prezydenckim swojego czasu. W zasadzie chodzi o to, żeby obejrzeć makiety, przebiec się podziemiami,obejrzeć teatrzyk i posłuchać pani przewodnik, która mówi tak szybko, że mogłaby czytać formułkę w reklamach leków. Jak na 8zł, całkiem przednia zabawa. Oto, co udało mi się uchwycić w biegu:


kamienie

beczka

Jak widać - czysto i przytulnie. Jeśli więc ktoś bardzo lubi piwnice, ale boi się, że w swojej własnej znajdzie szczury, pijaków, złodziei i morderców, po (dużo) wcześniejszym zapisaniu się, może spełnić swoje fantazje w bezpiecznym miejscu. A na końcu czeka go.... teatrzyk!
Zakochałam się w nim. Przeuroczy pokaz kiczu, zarówno słowny, jak i wizualny. Słuchając niezwykle wczutego w swoją opowieść lektora, poznajemy XVIII-wieczny Lublin, patrząc na nieruchomy obraz makiety, która miała być ruchoma i zastanawiając się, o co chodzi. Zachodzimy na rynek, słyszymy gwar. Zachodzimy do klasztoru - słyszymy modlące się siostry. Dalej nic się nie rusza. Jakie jest więc nasze zaskoczenie, kiedy po wejściu do synagogi i odsłuchaniu śpiewu rabina słyszymy grzmoty i trzaski. Groza. Czy to piwnice się walą? Nie, to tylko makieta w końcu ożyła. Oglądamy okraszony błyskami i czerwonymi neonami (to chyba miał być ogień) pożar miasta z 2 czerwca 1719 roku. Zuo i zagłada. Ale oto dzielni dominikanie idą naprzeciw pożarowi z relikwią Krzyża Świętego! Odważnie wychodzą z bramy, stają na moście, nieruchomieją, gdy wtem ich alter ega wychodzą z dołu, kontynuując swój pochód. Co prawda ich pierwsze ciała dalej straszą na moście, ale przynajmniej stał się cud - ogień poddał się w obliczu tak twardego argumentu, jak drewno Krzyża Świętego, miasto zostało ocalone. Lektor, równie przejęty, co podczas relacjonowania wydarzeń z rynku, każe modlić się do Boga, by nas ani naszych dzieci nie spotkał podobny los. I słusznie, wszak relikwie w późniejszym czasie zostały skradzione, zachował się tylko 'wcześniej odłączony', maleńki kawałeczek, a kto wie, czy tak maleńki kawałeczek poradziłby sobie z pożarem! Pewnie tak, ale zawsze lepiej zapobiegać, niż leczyć, jak mawiali starożytni górale. Tak więc pouczeni co do podstawowych zasad przeciwpożarowych, wychodzimy z podziemi, kończąc naszą 30-minutową wycieczkę po kilkunastu wiekach z historii miasta. 
A tak wyglądała makieta, zanim zaczęła się ruszać:

Wycieczka w ten deszczowy dzień była niezwykle urocza, zwłaszcza, że prosto z podziemi poszliśmy do kaplicy św. Trójcy, gdzie również było zabawnie, ale o tym później. Na koniec mistyczny widok, jaki udało mi się uchwycić w podziemiach:
Nie dodałam zdjęcia panoramy Lublina z któregośtam wieku, musicie mi wybaczyć.
Wszystkim tym, którym na pół godziny nie chce się ruszać tyłka z domu albo nie mają możliwości obejrzenia lubelskich podziemi na żywo, polecam wirtualny spacer: http://teatrnn.pl/podziemia/spacer
Pewnie nie uświadczycie tam teatrzyku, dlatego mimo wszystko namawiam do realnych odwiedzin! 

Czujecie się zachęceni?

2 komentarze: