sobota, 10 stycznia 2015

,,Machiavelli" - recenzja spektaklu i rozmowa z Kają Mianowaną

,,Chcemy być oszukiwani"



Gorący pomimo przymrozków okres nie pozwala mi pisać tu tak często, jak bym chciała, jednak  nadszedł najwyższy czas na opowiedzenie o prapremierze ,,Machiavellego" Teatru Muzycznego w Lublinie, na której byłam bodajże w listopadzie... Dzisiaj bowiem macie kolejną okazję do obejrzenia spektaklu, może więc uda mi się zachęcić kogoś do wyjścia z domu.


,,Machiavelli - musical dla dorosłych w II aktach" według komedii Niccolo Machiavellego ,,Mandragora" to, moim zdaniem, zadziwiająco aktualna komedia, choć w duchu typowym dla włoskiego renesansu. Muzyka jednego ze Starszych Panów, Jerzego Wasowskiego, odpowiada lekkości całego spektaklu. Libretto Ryszarda Marka Grońskiego i Antoniego Marianowicza miejscami wydaje się dla niej zbyt twarde, niektóre słowa wybrzmiewały mi zbyt mocno i, gdyby dobrze poszukać, można byłoby pewnie znaleźć bardziej odpowiednie i przystające do całości sztuki. Muzyka, romansowy wątek, intryga Machiavellego, postać durnowatego Calfucciego - wszystko to tworzy prawdziwie komediowy klimat, podsycony pikanterią scen romansowych oraz obrazem panującej w karczmie ,,Pod Złotym Kurem" lubieżności. Nie bez powodu podtytuł głosi, że jest to ,,musical dla dorosłych". Chociaż mimo rozgrzewającej atmosfery, granice dobrego smaku na pewno nie zostały przekroczone (jak to bywa obecnie w teatrze, gdzie nieuzasadniona nagość pojawia się zdecydowanie za często). Tutaj reżyserzy z gracją i humorem wybrnęli z kulminacyjnej dla utworu, długiej sceny łóżkowej.
Brawa dla aktorów, którzy z niełatwą rolą poradzili sobie znakomicie. Inne sceny również zostały dobrze odegrane, szczególne wyrazy uznania należą się Kai Mianowanej za idealne wyczucie w scenie łóżkowej oraz młodemu Karolowi Jasińskiemu, Kallimachowi, który bezbłędnie odegrał zarówno zakochanego młodzieńca, jak i żydowskiego lekarza.



,,Mandragora", utwór XVI-wieczny, w swoim czasie przysporzył autorowi większej sławy niż jego rozprawa ,,Książę". Komedia znakomicie oddaje ducha swojej epoki, ośmieszając głupotę ludzką, niekompetencje możnych tego świata, powszechnie panującą rozwiązłość i sprzedajność duchownych. Ligurio w ,,Mandragorze" uknuł intrygę, dzięki której młody chłopak mógł posiąść upragnioną Lukrecję, żonę zaślepionego własną głupotą doktora praw, Calfuccia. Młoda, cnotliwa Lukrecja, żyje u boku swego dużo starszego męża, nie zaznając szczęścia. Ten obwinia ją o brak potomstwa, wreszcie daje namówić się Liguriemu na dość nietypową kurację, mającą wyleczyć jego żonę z bezpłodności. W ,,Machiavellim" postać Liguria zostaje zastąpiona przez osobę samego twórcy ,,Mandragory". Machiavelli ukazany jest w momencie swojego upadku, na wygnaniu, nie jest w stanie jednak odmówić propozycji ,,powrotu do gry". Znany nam jako cyniczny i bezwzględny mężczyzna, tutaj przedstawiony zostaje takim, jakim faktycznie był - duszą towarzystwa, intrygantem, zachowującym humor bez względu na okoliczności. Machiavelli i młody Kallimach przy pomocy nieświadomych ich zagrania Calfucciego oraz namówionej przez przekupionego mnicha matki dziewczyny, Sostraty, osiągają swój cel. Nieświadomy do końca Calfuccio żyje szczęśliwy u boku swojej żony - równie szczęśliwej przez swój trwający romans z Kallimachem. Jest to przykład popularnego w renesansie humoru beffa, nakierowanego zwykle na wykpienie i ośmieszenie durnia, który sam się o to prosi.



W tym lekkim utworze można  jednak dostrzec głębsze przesłanie: głupota ludzka to temat uniwersalny, a my tak naprawdę ,,chcemy być oszukiwani"- często wolimy nie znać niewygodnej dla nas prawdy. W niektórych sytuacjach lepiej pozostać niczego nie świadomym głupcem.

Przy okazji wystawiania przez lubelski Teatr Muzyczny ,,Machiavellego", zadałam kilka pytań jednej z dwóch odtwórczyń roli Lukrecji, Kai Mianowanej. Kaja swoją karierę teatralną zaczęła z grubej rury - jej właściwym debiutem była rola Christine Daae w musicalu ,,Upiór w operze" warszawskiego teatru Roma. Zaledwie 17-letnia Kaja, została tym samym najmłodszą odtwórczynią tej roli na świecie. Jej głos potrafi osiągnąć tak wysokie rejestry, że można było drżeć o kryształowy żyrandol, będący głównym rekwizytem (nie, nie przesadzam). Kolejną jej dużą rolą na deskach Romy była rola Cosette w musicalu Les Miserables. Teraz powraca jako Lukrecja do rodzinnego Lublina. Kaja ma na koncie liczne sukcesy muzyczne, najświeższym z nich jest zdobycie drugiego miejsca na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki Anny German. Jej głos od zawsze zachwyca, jednak tym, co daje się zauważyć widzowi, który oglądał ją jeszcze w ,,Upiorze", jest ewolucja Kai jako aktorki.



Lamus Kulturalny: Jak czujesz się w roli Lukrecji?
Kaja Mianowana: Lukrecja charakterologicznie jest zupełnie niepodobna do mnie. To kobieta uległa i podporządkowująca się sytuacji mimo wewnętrznego cierpienia. Na początku było mi trudno znaleźć w sobie potrzebne emocje, ale z pomocą reżysera udało mi się nadać kolory potrzebne tej postaci.
LK: Co pomaga Ci wczuć się w postać? Masz jakieś sposoby?
KM: Przede wszystkim szukam w sobie stanów emocjonalnych z przeszłości i wykorzystuję je na scenie. Czasem jest ciężko, bo to wymaga ponownego wejścia w emocje, o których często wolelibyśmy zapomnieć, ale jest to dobry sposób na kreację postaci, która jest daleka naszej osobowości.
LK: Widziałam Twoje początki w ,,Upiorze w operze" parę lat temu i widzę, że od tego czasu bardzo rozwinęłaś się aktorsko. Czy sama tak uważasz i co pomogło Ci w doskonaleniu warsztatu aktorskiego?
KM: Ja sama widzę ten postęp, głównie w tym, że przyjemniej i mniej stresująco mi się pracuje. Oczywiście najbardziej pomogła mi w tym nauka w szkole, czyli zajęcia aktorskie. Po "Upiorze" grałam też w innych produkcjach. Praca z reżyserami i aktorami na scenie niezwykle rozwija. Widzę teraz jak po czasie zupełnie inaczej podchodzę do zadań aktorskich na scenie.
LK: Dlaczego Twoim zdaniem warto zobaczyć ,,Machiavellego"?
KM: "Machiavelli" to lekka komedia z wątkiem erotycznym. Chyba nie trzeba dłużej namawiać na obejrzenie tego spektaklu.;)
LK: Mój blog jest nieco lubelski, więc nie mogę ominąć tej kwestii. Twoje życie toczy się głównie między Warszawą a Lublinem. Które z tych miast jest Ci bliższe i dlaczego?
KM: Trudno mi powiedzieć, które z miast jest mi bliższe. Zawsze uwielbiam wracać do Lublina. Tu jest moja rodzina, z którą ostatnio mam wielkie szczęście obcować więcej niż przez ostatnie 5 lat. W Lublinie zawsze łatwiej mi wypocząć. W Warszawie jednak ciągle toczy się duża część mojego życia zawodowego, studenckiego i prywatnego. Stolica stała się dla mnie drugim domem, jednak jak każdy jej mieszkaniec uważam, że bywa męcząca.

Kaja to pełna wdzięku i klasy dziewczyna - jeszcze dziś możecie zobaczyć ją w roli Lukrecji. Zapewniam, że spektakl sprawi, iż w ten szary dzień nabierzecie rumieńców.


 Kaja w ,,Upiorze"; źródło: https://www.youtube.com/watch?v=r_3pnGUktEc

Zdjęcia pochodzą z facebookowego fanpage'a Teatru Muzycznego w Lublinie





1 komentarz:

  1. Po lekturze widać, że Pani Kaja jest osobą, która wie w którą stronę chce zmierzać na scenie i poza nią, rozwija swoją osobowość,a więc i warsztat staje się bardziej świadomy. Taka kobieta nigdy nikomu nie będzie ulegać,można delikatnie jej zasugerować alternatywę,ale nigdy nic narzucić,a decyzja zawsze w jej rękach:) Taka osoba nigdy nie będzie uległa,to nie w jej stylu. Ogólnie sympatyczny wywiad. Pozdrawiam obie bohaterki

    OdpowiedzUsuń