poniedziałek, 6 lutego 2017

Projekt: Kultura 2017 - styczeń

Aloha!
   Lamus melduje się po długiej nieobecności. Czy tym razem na dłużej? Może gdzieś w równoległym wszechświecie już to wiemy, tu jednak musimy uzbroić się w cierpliwość i zobaczyć, co przyniesie los. Pozostajemy z nadzieją, że owszem, na dłużej. Bo Lamus kolejny raz usycha ze zgryzoty, kiedy pomyśli, ile wspaniałych rzeczy, których nie opisał, zdarzyło się od ostatniej notki i jak wiele w swej sklerozie zdążył z nich zapomnieć. 
   Niestety Lamus rzadko mądr bywa po szkodzie, parafrazując klasyka. Ba, Lamus i przed szkodą, i po szkodzie głupi.


   W życiu Lamusa zaszła jednak dość istotna zmiana, która sprawiła, że jego kulturalna aktywność znacząco wzrosła. A mianowicie, Lamus rozpoczął swoją wymarzoną od zerówki karierę w księgarni. Przebywanie wśród książek niezwykle inspiruje do podkręcenia tempa czytania, a rzucająca się wokół w oczy kwestia korespondencji sztuk sprawiła, że Lamus z totalnego rasisty na tle rodzajowym w stosunku do filmu został cudownie nawrócony i w kinie bywa na wszystkich ważniejszych tytułach. To jednak osobna historia. 

   Projekt Kultura 2017 zakłada minimum jedną notkę w miesiącu, która będzie swoistym z owym miesiącem pożegnaniem, oficjalnym przeniesieniem do kulturalnego lamusa tego, co było, i co nie wróci więcej.

Zatem rozliczamy styczeń!

KSIĄŻKI:

  • Wojciech Kuczok, Obscenariusz

Czyli, co czyta księgarz, kiedy nie ma klientów. I nie, że zboczone, ale że dużo akapitów, dość krótkie opowiadania, przyjazny chowaniu się z książką za kasą format. 
Jeśli kogoś jednak interesuje treść, to muszę powiedzieć, że zostałam tu mile zaskoczona. Ciekawe pomysły, interesujące motywy, erotyka w wielu odcieniach, często wulgarna, czasem zmysłowa, ale zawsze dobrze umotywowana nie pozostaje erotyką dla samej erotyki czy dla samego pozostawienia czytelnika z lubieżnymi myślami - w każdym przypadku idzie o coś więcej i trzeba przyznać, że Kuczok w kwestiach erotycznych językiem operuje bardzo sprawnie. Przynajmniej tym literackim. 
6/10

  • Dominique Loreau, Sztuka prostoty
Bardzo dobry poradnik na temat tego, jak nie dać się zwariować trendom i konsumpcjonizmowi oraz o szeroko pojętym ograniczaniu w każdej niemal sferze życia. Lamus też trzeba czasem odświeżyć i odgracić. Ale o tej kwestii innym razem. W każdym razie znajduje się w tej małej książeczce wiele cennych porad dla tych, którzy chcą mieć w życiu więcej przestrzeni i spokoju.
7/10

  • Katarzyna Kędzierska, Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce
Jak wyżej. Ponadto kwalifikuje się do kategorii: najlepsze książki, jakie ludzie mi dali, zamówiłam sobie sama. Polecam. 
8/10
  • Joanne Kathleen Rowling, Harry Potter i Komnata Tajemnic
Jakiś czas temu kupiłam sobie piękny kolekcjonerski pakiet wszystkich części Harry'ego Pottera w cudownych czarnych okładkach. Ta miłość nigdy się nie skończy. Najlepszy do poduszki. Delektuję się powoli, coby nie przeczytać całości za szybko. Kocham.
10/10 (ale chyba nie umiem być obiektywna)
  • Marek Rabij, Życie na miarę

Reportaż dotyczący przemysłu odzieżowego skupiający się na jednej z jego największych fabryk - Bangladeszu. Porusza i skłania do refleksji. Owoc wieloletniej pracy autora i jego wizyt w Bangladeszu na przestrzeni lat pozwala spojrzeć na problem z szerszej perspektywy. Traktuje o tym, jak zmienił się kraj, który został gigantycznym wytwórcą ubrań, jak wpłynęło to na jego środowisko, gospodarkę oraz na relacje pomiędzy ludźmi. Mówi też dużo o tym, jak funkcjonuje biznes odzieżowy na świecie i jakimi prawami się rządzi. Opisane są tu tragedie tych, którzy nie mają wyboru i dla naszego t-shirtu ryzykują zdrowie i życie, pracując w tragicznych warunkach za kwoty, które według naszych standardów nie mają prawa starczyć na przeżycie. Jednak co się stało, to się nie odstanie - lasy, roślinność, czyste powietrze i drzewa z pozwalającymi przetrwać owocami nie wrócą w miesiąc, jeśli przestaniemy kupować ubrania w sieciówkach i wspierać odzieżowy wyzysk. Z całą pewnością zaś pogorszy się sytuacja osób, dla których zawód krawiecki jest jedyną realną ścieżką kariery. Tu nie ma miejsca na łatwe rozwiązania i jasne opinie. Warte przeczytania i przemyślenia, głównie dlatego, że mało kto może z czystym sumieniem powiedzieć: ,,Mnie to nie dotyczy". Uwaga: dużo ironicznych odniesień do niewidzialnej ręki wiadomo czego, złego konsumpcjonizmu i bardzo złych ludzi na wysokich stanowiskach. Tendencyjnie lewackie reportaże często jednak dotykają realnych problemów. 
9/10

  • Colleen Hoover, November 9

Trzeba przyznać, że los w życiu zawsze chronił mnie przed bardzo złymi książkami - rzadko na nie trafiałam. Nie inaczej było i tym razem, kiedy z myślą ,,spróbujmy czegoś nowego, odmóżdżmy się trochę'' sięgnęłam po romans. Za co jestem wdzięczna Hoover? Za sprawność językową - to nie jest coś, z czym kojarzą mi się romanse. Język, zwłaszcza w częściach dialogowych, jest tu naprawdę dobry. Za konsekwencję - autorka starannie realizuje swój koncept opisywania tylko jednego dnia w roku na przestrzeni kilku lat trwania akcji powieści. Całe tło przedstawione jest przy okazji i do tego odsłaniane stopniowo, z rozmysłem, co pozwala nam cieszyć się odkrywaniem co raz to nowych intryg i powiązań. Narracja z perspektywy dwóch bohaterów nie jest jakimś szczególnym zabiegiem, podobało mi się jednak, że pierwsza osoba nie jest tu pretekstem to wyjawienia wszystkich myśli i odczuć postaci - niektóre rzeczy wydają się skrywać sami przed sobą. Polubiłam Hoover głównie za to, że wie doskonale, co powinno zostać powiedziane, a co nie i kiedy trzeba docisnąć hamulec. Po ,,November 9" na pewno sięgnę po inne jej książki.Mam dziwne poczucie, że kto jak kto, ale ona wie, co robi i jak poprowadzić ten taniec. Poza tym ma intrygujące tytuły, nutkę optymizmu możemy poczuć na przykład przy: Losing Hope, Hopeless, Never never, Too late czy Ugly love. Cudowne.
A, zapomniałabym. Fabuła i postaci też są ciekawe. 
Reasumując: książka lekka, ale niebanalna (Lamus Coelho).
7/10 

  • Richard Flanagan, Pragnienie

Kolejne pozytywne zaskoczenie. Opisy wskazywały na to, że może mnie zainteresować, nastawiłam się więc na to, że tak nie będzie (tak zazwyczaj bywa). Pomimo tego jednak oraz pomimo że książka dosłownie śmierdziała kupą (drogie WL, zmieńcie drukarnię), wzięłam ją. I nie żałuję. 
Książka zasługuje na dłuższy komentarz, więc o niej niebawem. 
7/10

FILMY: 

  • Doktor Strange

Doktor Stephen Strange, pyszny chirurg, pedant i perfekcjonista w każdym calu, wpada w pułapkę nadmiernej pewności siebie i przez nieuwagę na drodze ulega wypadkowi, który pozbawia go jego najważniejszego narzędzia pracy - dłoni. Lekarze dokonują niemożliwego, przywracając mu częściowo sprawność w ręce, on jednak jest niepocieszony (twierdzi, że sam by to zrobił lepiej), tylko w swej pracy i pomaganiu ludziom widzi sens życia, za wszelką cenę chce więc odzyskać pełnię swoich możliwości. Odnajduje człowieka, którego przypadek jest nieprawdopodobny, wróciła mu bowiem pełna sprawność w równie zmasakrowanej nodze. Okazuje się, że stało się to za sprawą jego wizyty w Nepalu. Strange jedzie więc do Nepalu, gdzie odbiera lekcję pokory oraz zostaje wplątany w misję ratowania ludzkości. 
To jeden z najlepszych współczesnych filmów, jakie widziałam. Bardzo dobrze zrealizowany, naprawdę ładne efekty specjalne, ciekawe postaci. Sam wątek nawracania się w Nepalu do mnie nie trafił w swej banalności, jest jednak w tym filmie coś trudno uchwytnego o empatii, energii wszechświata, (która wpływa na wszystko i na którą ludzie także wpływają, a wszystko to zaczyna się w naszych umysłach), co przemówiło do mnie na wielu poziomach. Bardzo ładny jest także ,,ziemski" wątek relacji międzyludzkich oraz postać silnej, mądrej i dobrej Christine. 
9/10

  • Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie

Urocza historia będąca wyjaśnieniem powodu, dla którego zniszczenie Gwiazdy Śmierci było tak banalne. Kolejna kobieca bohaterka, ale inaczej niż w Przebudzeniu Mocy bardziej ludzka, co na pewno przynosi korzyść zarówno filmowi, jak i kobietom. Nie mam nic do zarzucenia.
7/10

  • Ukryte Piękno
Żart, porażka, nieporozumienie. Kasowa produkcja z Nike i Apple jako bardzo trudnymi do przeoczenia sponsorami niestety okazuje się głupią historyjką, która chyba miała mnie wzruszyć -tanie chwyty, bohater, któremu w sumie nie wiadomo, o co chodzi i dlaczego w jednej sekundzie mu się odmienia, jakieś z tylnej części ciała wyjęte postaci idei Czasu, Śmierci i Miłości. Nope. Całość może miałaby trochę sensu, gdyby wątek nadprzyrodzony pozostał wątkiem nienadprzyrodzonym. Niestety tak nie jest.
Jedyne, co mi się podobało od początku do końca to historia Whita, świetnie zagranego przed Edwarda Nortona. 
Nie polecam.
2/10

To tyle, jeśli chodzi o styczeń. Trochę się działo i było raczej przyjemnie.
Kolejne Lamusowe zmagania z kulturą już za miesiąc.




2 komentarze:

  1. Obscenariusz! Czytałam tak dawno, że niewiele pamiętam, oprócz tego, że był naprawdę dobrze napisany :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Edward Norton zawsze na propsie, a Katawa Shoujo > 9 Listopada

    OdpowiedzUsuń