wtorek, 4 kwietnia 2017

Projekt Kultura 2017 - luty i marzec

Co nagle to po diable, toteż lepiej późno niż wcześniej.
Przy pięknej wiosennej pogodzie trzeba zrobić miejsce na nowe doświadczenia, a stare wspomnienia przenieść do lamusa - za dużo wrażeń Lamusowa głowa o małym rozumku i jeszcze mniejszej pamięci wszak nie pomieści. Co zatem działo się przez ostatnie miesiące w kulturalnym życiu najbardziej lamusowatej blogerki w sieci? Relacja tylko tutaj. Tak, tutaj.




KSIĄŻKA

  • S. Dali, L. Pauwels, ,,Namiętności według Dalego"

Ach, Dali. Książka genialna, po przejściu przez pryzmat spojrzenia Pauwelsa idee Dalego są bardziej zrozumiałe i doprecyzowane, ukazane z większą wnikliwością niż w książkach artysty, nonszalancko traktujących pewne zagadnienia, dla autora przecież oczywiste. Dali należy do mojej osobistej trójki Wielkich - osób, które miały na mnie duży wpływ oraz do dzisiaj mnie fascynują i inspirują. Książkę polecam tym, którzy co nieco o poglądach pana z wąsem już wiedzą. 

  • M. Twain, Pamiętniki Adama i Ewy
Ponoć jestem dziwna, że dopiero to odkryłam. Krótkie, zabawne, ładne. Na pozór mizoginiczne, ale moim zdaniem to mężczyznę autor potraktował tu gorzej.. Lektura na jakieś pół godziny. 

  • Kate Ling, Samotność odległych gwiazd

Czasem lubię przeczytać sobie coś z young adult fiction. Ta pozycja, poza tym, że jest edytorską porażką (pierwszy raz miałam w rękach książkę z literówką w pierwszym akapicie), jest całkiem w porządku. Miły odmóżdżacz z historią o próbie zachowania człowieczeństwa w sztucznym, zamkniętym świecie statku kosmicznego, na którym żaden z żyjących mieszkańców nie zna z autopsji życia na Ziemi. Książka napisana młodzieżowym językiem, z perspektywy dość rozgarniętej, acz buntowniczej dziewczyny. Różne dramatyczne zwroty akcji itp. Not bad. 

  • J. Koisz, #YOLO



Owszem, ,,#YOLO". Okładka i tytuł nie są jedynymi dziwnymi aspektami tej książki. Postmodernizm pełną gębą. Jakub Koisz to debiutant, który chyba miał aż zbyt wiele inspiracji. Główny bohater znudzony wszystkim, nawet ćpaniem znudzony, szuka wrażeń niczym Alex z ,,Mechanicznej pomarańczy". Trochę mu jednak brakuje odwagi, testosteronu i psychopatii, żeby z Alexem mógł się mierzyć. Koisz usiłował też chyba stworzyć współczesną wersję Witkacowych ,,Narkotyków", ale jednak taką bardziej legalną - właściwie, idąc tą drogą, spokojnie mógł zatytułować swą powieść ,,Dopalacze". chociaż wtedy tytuł jako hasztag miałby mniejszą siłę przebicia. Motyw kota chyba miał mieć jakieś znaczenie, bo było dużo o kocich ruchach i postaciach, które przypominają koty, tylko nie do końca zrozumiałam dlaczego. No ale każdy wie z 9Gaga, że koty są fajne, c'nie? W książce ukazane jest życie (mam nadzieję, że nie typowej) ,,warszawki". Jak dla mnie przewidywalna, przegadana, wymuszona książka kogoś wychowanego na Taco Hemingwayu. Jednak autora całkiem nie skreślam, bo oddać mu trzeba, że sprawnie posługuje się językiem mimo wszystko, a to nie takie oczywiste i zawsze na plus. 
 #ujdzie

  • Jerzy Pilch, Portret młodej Wenecjanki 

Pamiętam, że czytając to, miałam pozytywne wrażenia i że to mnie zaskoczyło. Bo Pilcha nie lubię i nie szanuję. Jego wypocin też nie. A tu było językowo w porządku, trochę jakichś żywszych emocji, nie tak dużo o piciu (myślałam nawet, że uda mu się nie wspomnieć w ogóle, ale nie). Jednak arcydziełem książka być nie mogła, bo poza tymi mglistymi wrażeniami nie pamiętam z niej niczego. Ni-cze-go.
Jak ktoś szuka czegoś w formacie autobusowym, to ,,Portret młodej Wenecjanki" nada się jak najbardziej.


  • W. P. Young, Chata




,,Chata" to książka o wierze, która nie denerwuje i którą da się czytać. Film też pozytywnie zaskakuje - udaje mu się bowiem być adaptacją, która nie denerwuje kogoś, kto przeczytał książkę. Rozwinę ten wątek w kolejnym poście. 



  • W. Bruce Cameron, Był sobie pies

Bardzo miłe czytadełko. Więcej o nim i o filmie już niebawem.


FILM


  • Ciemniejsza strona Greya

Obejrzane z koleżanką w Walentynki. Film zaskoczył mnie tym, że nie był tak zły, jak się spodziewałam. Co nie znaczy, że w ogóle nie był zły. Spełnił jednak wszystkie moje oczekiwania jakie miałam co do niezbyt wyszukanej rozrywki i zabawnej historii. Główna bohaterka tylko trochę za bardzo się wszystkim podnieca, ale po pewnym czasie można się do tego przyzwyczaić. Moje ulubione dwie sceny to pełna dramaturgii, emocji i erotycznego napięcia dziesięciominutowa scena zakładania bielizny przed wyjściem na bal, której wymowę szlag trafia po powrocie bohaterów do domu i zdjęciu sukienki, kiedy naszym oczom ukazuje się zupełnie inny komplet bielizny niż ten, na który musieliśmy patrzeć wcześniej przez tyle czasu. Druga ,,genialna" scena to scena z helikopterem. Nie bardzo zrozumiałam, czemu w zasadzie miał służyć ten wątek. Cudowne dialogi z perełkami takimi jak stwierdzenie: 'I'm too dressed". Ogólnie na Walentynkowy wieczór opcja cudowna, trzecia część ma mieć premierę w Walentynki za rok - już nie mogę się doczekać!

  • La la land

Niestety nie potrafię rozpływać się nad tym filmem tak, jak większość osób, które znam, ale muszę przyznać, że jest on bardzo ładny. Przyjemny dla oka i dla ucha. ,,City of stars" będzie Wam chodziło po głowie jeszcze długo po wyjściu z kina. Historia jednak dość prosta i nie niosąca za sobą moim zdaniem zbyt wielu emocji ani zbyt głębokiego przesłania. Otwierająca scena nastawiła mnie na to, że produkcja okaże się tym typem musicalu, którego nie lubię, jednak wrażenie okazało się mylne. Dużym plusem był dla mnie pojawiający się tu pierwszy przekonujący argument za jazzem, jaki słyszałam. Dzięki, Seba!

  • Kot Bob i ja

Cudowny - nie tylko dlatego, że kot Bob wygląda jak mój Witkacy. Historia narkomana walczącego z nałogiem, w dość trudnej sytuacji życiowej, który na swojej drodze spotyka jednak życzliwe osoby i jeszcze bardziej życzliwego kota. Bob towarzyszy mu w zmaganiach z samym sobą, nadaje jego życiu sens. Na ulicy radzi sobie nawet lepiej niż jego nowy pan, przynosi mu szczęście i pieniądze. Bardzo podoba mi się to, że kot zachowuje się tam jak kot. To znaczy: nie robi nic specjalnego. Chodzi, miałczy, patrzy się wzrokiem tęskniącym za rozumem, a wszyscy dookoła dostają na jego punkcie bzika. W filmie występują też liczne nawiązania do innych wytworów kultury, jednak najlepsze z nich pojawia się w angielskiej wersji tytułu i ginie w polskim tłumaczeniu. Po angielsku tytuł brzmi: A Street Cat Named Bob (w nawiązaniu do A Streetcar Named Desire). Najlepsze w tej historii jest to, że zdarzyła się naprawdę. W niektórych momentach prawdziwy Bob gra nawet samego siebie, okazało się bowiem, że jego dublerzy dużo gorzej niż on współpracują w ulicznym gwarze. Przez moment na koniec widzimy nawet jego pana. Teraz prawdziwy Bob i jego człowiek są milionerami. Czekam aż Witkacy odegra podobną rolę w moim życiu.

  • Był sobie pies
Adaptacja wyżej wspomnianej książki. Więcej na jej temat niebawem.

  • Manchester by the Sea



Dobry film z poruszającą historią i wspaniale oddanymi emocjami oraz relacjami między bohaterami, na którym pomimo tego przez większość czasu śmiertelnie się nudziłam. Mam mieszane odczucia.

  • Piękna i Bestia

Śliczna ekranizacja jednej z moich ulubionych baśni. Pięknie oddana postać Belli i świetna w tej roli Emma Watson. Uroczy klimat i magiczne postaci. To był bardzo przyjemny seans.

  • Chata

Film warto zobaczyć chociażby dla samych krajobrazów. A dla czego jeszcze, jak wspomniałam przy okazji książki, powiem już niedługo. 

  • Moonlight




Nie znam się na Oscarach, ale to faktycznie jeden z lepszych filmów, jakie widziałam. Smutny, życiowy, prawdziwy. I w filmie i w literaturze często brakuje mi dobrego użycia przemilczeń. Na przykład w 'Manchesterze...' było ich jak dla mnie za dużo, chociaż chyba lepiej i tak w tę stronę. 'Moonlight' operuje nimi idealnie, bohaterowie w dziwny sposób wiedzą kiedy należy coś powiedzieć, a kiedy nie. Bardzo polecam.
Jak widać, coraz częściej bywam w kinie, co zaowocowało wykupieniem przeze mnie karty Unlimitted w Cinema City. Póki co sprawdza się znakomicie. 
Wszystkich chętnych zapraszam na Lamusowe Lubimy Czytać oraz Lamusowego Filmweba:




Lamus chwilowo, do zakończenia pewnego projektu, dał sobie bana na Facebooka, ale spokojnie, wrócę tam.
Tymczasem polecam Lamusowy Instagram:


Koniec ogłoszeń. Dla wszystkich wytrwałych mały Witkacy:









1 komentarz:

  1. Co do kota Boba - nawet nie tylko w niektórych momentach gra samego siebie, ale ponoć w większości scen. A jeśli ktoś wątpi w realizm filmu, na youtube można zobaczyć prawdziwego Jamesa Bowena wraz z kotem, który to naprawdę przybija piątki, podróżuje na barkach pana i znosi tłumy z godnością... kota.

    OdpowiedzUsuń